Czy dam sobie radę na spływie kajakowym Dłubnią?

Czy dam sobie radę na spływie kajakowym Dłubnią? To pytanie zadaje sobie każdy chcący rozpocząć przygodę z kajakami w Nowej Hucie.

Jeśli jeszcze zastanawiacie się nad tym czy Dłubnia jest rzeką, z którą poradzicie sobie na spływie kajakowym zapraszamy Was do lektury, którą otrzymaliśmy od Piotra, jednego z uczestników spływu.
„Muszę przyznać, że niemałym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie tego, co do zaoferowania ma Dłubnia na swoim ostatnim odcinku. Wiadomo, jakie są stereotypy o takich miejskich rzeczkach – ot, kolejny nieciekawy, nudnawy, zapomniany ciek. A w dodatku w środku wielkiego miasta. Pewnie uregulowany i nudny. A tu? No Proszę, proszę!”
Dłubnia na odcinku, którym przyjdzie nam spłynąć, to taki przekrój polskich rzek w pigułce. Bynajmniej nie płyniemy w otoczeniu zurbanizowanej infrastruktury miejskiej – wręcz przeciwnie – niemal przez cały czas (abstrahując od mijanych mostów) – otoczeni jesteśmy drzewami i zielenią.
Ten miks natury i wpływu ludzkiego jest doskonałym poligonem i przyczynkiem do poznania, jak zachowują się w naturze typowo nasze rodzime rzeki.
Na około czterokilometrowym odcinku przyjdzie nam zmierzyć się zarówno z kamienistymi, jak i zarośniętymi brzegami, oczekiwać na nas będą przeprawy przez zawalone drzewa, paliki pod mostami (pozostałości po starych, drewnianych konstrukcjach), głazki i piaski, konieczne do omijania mielizny, a nawet – co prawda niewielkie, ale jednak – bystrza. Rzeka wije się w prawo i w lewo, często nie widać tego, co dzieje się za zakrętem. A dzieje się dużo – i to na tyle, że czasami również przewrotka może się zdarzyć.
Trzeba jednak zdecydowanie podkreślić, że spływany odcinek należy ocenić jako dość bezpieczny – przez przeważającą długość zabawy głębokość wody oscyluje w okolicach kolan i ud dorosłego człowieka.
Dłubnia daje duże możliwości edukacyjne co do nauki „czytania rzeki” i w konsekwencji – podnoszenia swoich umiejętności w omijaniu przeszkód kajakiem. Mnogość wyzwań i zróżnicowanie jej charakteru dają całkiem dobrą próbkę pozwalającą na zaznanie tego czym są spływy kajakowe i czego należy się po nich spodziewać. Świetna sprawa dla nowicjuszy przed decyzją o tym, czy interesować się dłuższą wyprawą.
Ale nie tylko nowicjusze będą zadowoleni. Dzięki temu, że odcinek nie jest szczególnie długi – spłynięcie całości zajmuje ok. 2 – 2,5 godziny + trochę czasu na inne okołoczynności – jest bardzo dobrą propozycją na interesujące spędzenie czasu bez blokowania całego dnia.
W sportowym duchu, bo trzeba powiedzieć głośno, że lenistwo na Dłubni zdecydowanie nie grozi. Wąska, zróżnicowana i kręta rzeka wymaga ciągłej uwagi, pracy i manewrowania. Nurt jest również bardzo zmienny – od szybkich odcinków aż do leniwego spotkania z Wisłą. Finiszujemy Królową polskich rzek i to pod prąd. Brzmi trudno, ale – nie taki diabeł straszny, jak go malują. A jak na końcu smakuje małe co nieco z grilla!
Podsumowując: Dłubnia na swym ostatnim odcinku to zaskakująca sportowa przygoda dla wszystkich – o idealnej długości i ze sporym walorem edukacyjnym. I to w samym środku miasta, na wyciągnięcie ręki. Pozazdrościć Krakowiakom! Do wioseł!
Autor: Piotr Sikora – parę rzek w życiu spłynął i widział.
Jakieś pytania? Wiosła w dłoń i do zobaczenia w kajaku!
#nowahuta #kajakinowahuta #nowahutatravel

Dodaj komentarz